Pierwsze dni urlopu upłynęły mi pod hasłem „jeszcze to muszę zrobić”. Czas dzielony pomiędzy wizyty w szpitalu, a wykonywanie czynności administracyjno – biurowych stowarzyszenia. Napisałam sprawozdania, wypełniłam stertę druków i „ poszedł” już komplet na OPP. Jeszcze harmonogram działań na 2-gi rok działalności do "walnego" i trochę relacji z wykonanych zadań. Najpierw "Wakacje 2005". Z tego projektu i jego realizacji jestem naprawdę dumna. Notabene - zapraszam do obejrzenia galerii zdjęć.
No i co? Dokąd biegnąć? Kolejne imprezy. Czas by ruszyła „edukacja”? A swoją drogą specjalni ludzie są do pracy, a całkiem specjalni do nagród!
Jak dobrze, że dokonały się te zmiany w zarządzie. Tu lepiej i spokojniej.
I co by, kto o tym nie myślał – entuzjazm zmienia wszystko! Właściwi ludzie też.
Co jeszcze? Weno ma! Gdzieś ty się podziała? Siedzę tu od 4:15 jak naczynie prawie już puste. I opuszczone. Tak się czuję. Może jednak powrócisz, to stworzymy jeszcze całkiem zgraną parę? Wróć do mnie!
Na zakończenie raz mały dowcip:
- Słyszałeś? Szef zmarł...
- Tak... i cały czas się zastanawiam kto jeszcze...
- Jak to, „kto jeszcze"?
- No tak, w nekrologu było: "wraz z nim odszedł jeden z naszych najlepszych pracowników"...
Komentarze:
Brak komentarzy