Pozwalam sobie prosić o poświęcenie mi chwili czasu, mniej więcej takiej, jaka wystarczy by przeczytać mój list. Nazywam się Piotr Deńca. Nie sądzę, by mnie Pani pamiętała, ot tak, z nazwiska. Ale może przypomina sobie Pani drukarnię Grafmar. Właśnie tam, parę lat temu, mieliśmy okazję się poznać. Miałem przyjemność pracować z Panią i Panem Jackiem Golonką nad jednym z pierwszych numerów Literackich Emisji Młodych. Spotykaliśmy się tam, w twórczej atmosferze, czasem wpadał pan Waldek Musiał, z głową pełną, wtedy jeszcze jego autorskiego, Festiwalu Strachów. Bardzo miło wspominam ten czas. Oprócz tego przygotowywałem do druku różne materiały Stowarzyszenia Dzieciom Będzina. Tak dowiedziałem się o jego istnieniu.
Dla mnie to jakby ubiegła epoka. Jako ojciec czteroletniej wówczas Natalki, wtedy jeszcze jedynej córki, zaledwie przeczuwałem, jak trudne zadania postawi przede mną przyszłość. Natalka zmaga się z dziecięcym porażeniem mózgowym. Obecnie ma 13 lat i uczy się w szóstej klasie szkoły podstawowej. Jak ten czas szybko płynie...
Jej niepełnosprawność, wraz z wszystkimi implikacjami, stała się czynnikiem determinującym mnie, nas, rodziców, do podejmowania - czasem bardzo trudnych - ale zawsze mających służyć Jej dobru, decyzji. Tak było i w przypadku operacji, które musiała przejść, by mieć szansę na samodzielne chodzenie, i w wielu innych kwestiach, niekoniecznie związanych bezpośrednio ze stanem jej zdrowia. O zmaganiach o sprawność Natalii nie będę się rozpisywał tutaj. Dość wydajnym źródłem informacji jest Jej strona internetowa, którą przy użyciu skromnych (szczególnie jeśli chodzi o umiejętności informatyczne), ale dostępnych mi środków, prowadzę. Inna rzecz, że ostatnimi czasy życie tak nabiera tempa, że skandalicznie zaniedbałem aktualizacje. Drugim powodem, dla którego coraz trudniej mi pisać, jest fakt, że córka jest już całkiem sprawnym użytkownikiem internetu i z miejsca podlegam cenzurze ("No weź, ojciec, co ty - takich rzeczy nie pisz...!"). Pomysłem na taki stan rzeczy wydaje się być współredagowanie z Nią informacji, które będą się tam pojawiać. Pracujemy nad tym. Do zapoznania się z historią - jak ja to nazywam - "stawania na nogi" serdecznie zachęcam. Adres strony: www.natala.pl
Pewnie zastanawia się Pani, po co piszę ten list? Wszak sytuacja wygląda dość szablonowo. Ojciec niepełnosprawnego dziecka zwraca się do instytucji działającej dla dobra innych. Pewnie chodzi o jakąś formę pomocy... Otóż nie! Choć do dziś bardzo sobie cenię propozycję jaka padła z Pani strony, dotyczącą nauczania Natalii języka angielskiego. Proponowała Pani zajęcia z wolontariuszką stowarzyszenia, jednak koniec końców nie miałem śmiałości sięgnąć po tę pomoc.
Piszę powodowany ojcowską radością związaną z sukcesem Natalii. Sukcesem, który dzięki Państwa Stowarzyszenia miał szansę się zdarzyć. Już tłumaczę. Zdaję sobie sprawę, że niewiele wiem o inicjatywach które Państwo podejmujecie, z pewnością są liczne (można to wywnioskować choćby po odwiedzinach na stronie stowarzyszenia), ale jedna z nich jest mi szczególnie, w tych dniach, bliska. Chodzi o konkurs "Twórczość ze szkolnej ławy". Natalka, obecnie, jak wspominałem, szóstoklasistka, pozytywnie motywowana przez nauczyciela polonistę oraz - nieskromnie dodam - także przez nas, rodziców, wzięła udział w rzeczonym konkursie. Napisała opowiadanie. Nie obyło się bez bólów tworzenia. Niemniej opowiadanie powstało. Jakim cudem do Państwa dotarło - nie mam pojęcia, bo trzeba wspomnieć, że po drodze wystąpiły przeszkody natury organizacyjnej. (...)
I nagle bach! Natalia, z wypiekami na twarzy, zrelacjonowała, jak pani wicedyrektor przekazała wiadomość o sukcesie nauczycielowi, który właśnie prowadził lekcję, a ten, przerywając zajęcia, ogłosił "bardzo ważną nowinę". Spontaniczny aplauz, oklaski i wyrazy uznania to coś, co lubimy wszyscy. Ale dla Natalki taki sukces ma niebagatelne znaczenie. Niemal w każdej dziedzinie trudniej jej mierzyć się i dorównać rówieśnikom. A już szczególnie trudno być lepszą. A tu - proszę! Pierwsze miejsce! I nagle jej niepełnosprawność nie ma znaczenia, zaciera się różnica, którą ona sama widzi coraz wyraźniej. Jako ojciec tej ambitnej dziewczynki pragnę szczególnie podziękować za to wyróżnienie, którego i ja w części czuję się współautorem. Również i dla rodzica to bardzo ważny moment, bo pozwala utwierdzić się w przekonaniu, że podąża z grubsza właściwą drogą.
Sukces ważny też z innego powodu. Otóż niepełnosprawna trzynastolatka często zadaje pytania: "Czy jest coś, w czym jestem dobra? Czy mam jakiś talent?". Przy narzuconych jej ruchowymi deficytami ograniczeniach wiele dziedzin niejako z automatu odpada. Nie pobiegnie przecież tak szybko, jak rówieśnicy, nie zatańczy, nie wygra rowerowego wyścigu... Złym rozwiązaniem jest próba przeinaczania rzeczywistości, wpierania, że przecież różnic "prawie" nie ma. Nie wolno udawać. Nastolatki błyskawicznie wyczuwają fałsz. I właśnie dlatego zdarzenie takie jak to, o którym już i tak zbyt dużo napisałem, jest na wagę złota. Pozwala mi się wylegitymować, w sposób namacalny i sprawdzalny wykazać, że nie mijam się z prawdą, tłumacząc córce, że każdy może być w czymś dobry. I to bez względu na ograniczenia. I za to dziękuję także.
Pani Halino...
Kończąc, pozwolę sobie spróbować uzasadnić tę moją potrzebę pisania. Spróbować, bo tak do końca nie potrafię tego ująć w karby wersów, usystematyzować według porządku przyczyn i skutków. Na wyczucie. Robię to "na wyczucie", bo coś mi mówi, że jest Pani właściwym adresatem. Ma Pani ten rodzaj wrażliwości, który ośmiela mnie w takich razach. Mimo, że kontaktu nie mamy praktycznie żadnego, cały czas gdzieś tam w głębokich pokładach świadomości mam wiedzę, że jesteście, że istniejecie, działacie. Że - wraz z pozostałymi ludźmi Stowarzyszenia, którzy potrafią poświęcać siebie dla innych - wykonujecie kawał dobrej roboty. I chcę, żeby Pani wiedziała, że daje mi to fantastyczne poczucie, że świat jest dzięki temu odrobinę lepszy. My, rodzice dzieci z ponadstandardowymi potrzebami, nie tylko niepełnosprawnych, czujemy się pewniej, wiedząc, że nie jesteśmy zupełnie osamotnieni.
Dziękuję za poświęcony czas. Mam nadzieję, że spotkamy się przy okazji wręczenia nagród. Już się cieszę na tę chwilę. Do zobaczenia.
P.S.
Nadal działam czynnie w branży poligraficzno-wydawniczej. Po prostu to lubię, choć nie zawsze w parze z satysfakcją idzie sfera bytowa. Niemniej nie tracę kontaktu z tą odsłoną rzeczywistości. I jeśli tylko mógłbym się jakoś przydać - polecam się. Staram się również "robić w słowie". Ale tak zupełnie spontanicznie i amatorsko. Kilka próbek literackich: ojcowizja.blogspot.com i fotograficznych depeter.fmix.pl
Właściwie nie potrafię jeszcze Panu odpisać... więc króciutko.
Przed chwilę odwiedził mnie, mieszkający po sąsiedzku, Jacek Golonka, którego wypytałam o opowiadanie Natalii i wczorajsze spotkanie. Pozwoliłam sobie przeczytać mu Pana list. Ponowny ogrom wzruszeń, płakałam. Pana słowa wędrowały po mnie, po życiu i kosmosie. Klatka za klatką przewinęły się Wasze zmagania, codzienna walka i szczęście prawdziwego bytu...
Mam świeży pomysł literacki, który roboczo nazwałam "Czarki marzeń".
I jeszcze parę innych...
(...)
Foto i wiersz: Piotr Deńca
Komentarze:
hola
hola
"...że jesteście, że istniejecie, działacie. Że - wraz z pozostałymi ludźmi Stowarzyszenia, którzy potrafią poświęcać siebie dla innych - wykonujecie kawał dobrej roboty. I chcę, żeby Pani wiedziała, że daje mi to fantastyczne poczucie, że świat jest dzięki temu odrobinę lepszy. My, rodzice dzieci z ponadstandardowymi potrzebami, nie tylko niepełnosprawnych, czujemy się pewniej, wiedząc, że nie jesteśmy zupełnie osamotnieni..." Panie Piotrze! dziękujemy! piękniejszej laurki za prawie 10 lat pracy nie otrzymaliśmy. To w zupełności wystarczy aby każdego dnia budzić się z myślą- WARTO WSPIERAĆ, POMAGAĆ, WARTO BYĆ DOBRYM.
Zycie jest piękne! Świat jest piękny! Ludzie dobrzy!
I kropka:)