Koniec zimy, bywa zmęczony czasem. Lutowo, deszczowo. Szare świty, zasnute niebo. Przygasłe lampy i gwiazdy. Niedotlenione głowy jak konie z klapkami na oczach. Na jezdniach błoto i wykopy. Ale czy tylko na po-zimowych jezdniach? Tak, tak! Najwyższy czas na uwalnianie myśli, inspiracje w kierunku jakiejś wiosny...
Słowo inspiracja pochodzi od łacińskiego inspiratio czyli natchnienie. Inspirare to: wdmuchiwać, natchnąć, wpajać. I dalej: pomysł, sugestia, wpływ, poddawanie czy podsuwania myśli. Inspirator to sprawca moralny, przywódca, ten, który zachęca, podszeptuje, inspiruje.
Tyle z etymologii, bo inspiracje czekają. Chociaż zimowe, bywają niedoścignione, gorące. Nic to, gdy piętrzą się kolejne wyzwania, wpada kamyczek rzucony w czułe oko. Samo życie niejednokrotnie jeszcze zdziwi i zaskoczy.
Inspirować mogą nas ludzie, książki, zdarzenia. Oczywiście muzyka, przyroda, postrzeganie piękna, przyglądanie się z bliska kwiatu. Także dobra zabawa, odpoczynek, samotność mogą być inspirujące, bo zadowolony, wypoczęty, oczyszczony człowiek jak zrestartowany komputer szybciej działa no i się nie wiesza.
Największe inspiracje wraz z uczuciami płyną z wnętrza człowieka. Płyną strumieniem lub pojawiają się nieoczekiwanie, błyskają chwilą. Mogą zdumiewać, olśniewać cudownością. Mogą zwyczajnie unosić.
To, co fascynuje, motywuje, zachwyca, ogromnie cieszy - tworzy pozytywną energię. I zaczynamy zauważać przypływy, dziwne zbiegi okoliczności, a nasze ich postrzeganie budzi wewnętrzne dzwonki. Wyzwala. Zadziwiająco jasno ustawia hierarchię wartości. Pozwala widzieć żołędź w poszumie lasu. Wyostrza koloryt. Nawet wieczorem, ostatniego dnia lutego w przestępnym roku.
Pozdrawiam serdecznie:)
Komentarze:
Brak komentarzy