„Pękł rogalik z koralików. Z kropli rosy na szyi
wyskoczyły tanie szkiełka. Po płatkach róż
jeszcze pudruje malinki. Jej wielkie oko patrzy
na nią bez mrugnięcia. Rzęsa opada jak liść.
Jej ręka rzuca okrągłym lusterkiem. Ale oko,
jej wielkie oko i tak na nią patrzy. Na nią, w nią.
Z niej i spoza niej. Bez mrugnięcia. W ciszy,
jaką zostawiają po sobie rozsypane naokoło
koraliki i płatki róż. Roślinka zerwanej nitki
oplata ciszę i ją. Wplata się w ciszę i w nią. I jej
ręka szuka końca. Nie, nie końca. Początku
nitki, czubka roślinki. Chce nawlec szkiełka
koralików, chce powiesić na szyi rogalik, chce
troszeczkę. Jej ręka. Ona, jej ręka. Jej ręka, czyli
ona. Nie. Nie. Ona i jej ręka szarpią roślinkę,
rozszarpują ciszę, a szarpiami zatykają wielkie
oko, opatrują ją, opatulają ją, odtruwają ją.
Już, już opatrzyło się jej to patrzenie na to
oparzenie, uprze się i oprze się, nie przejmie się
i nie przebłyśnie. Już. I już! Już bierze prysznic,
bierze ją prysznic, jak pysznie! Przejrzyście!
Omknęli się z siebie. Ona z niego, on z niej.
Jej chcę omknęło się z jego chcę. Tak z tak
się omknęło. I nie z nie? Nie, nie było nie. Nie
było nie? Nie. Jej ręka upuszcza ręcznik. Czy
to nie jej umknęło? Jej ręka sięga po ręcznik,
a ona po wszystkie drobiażdżki, które jej ręka
zgarnęła do torebki ze sztucznej skóry, łakomej
jak podręcznik o krokodylach i aligatorach.
Drobiażdżki, same drobiażdżki. Jakieś ale
i twardsze lecz, lub albo niejasne albo, może
dalekie od ciepłych mórz, delikatne jeśli w parze
z męskim jeżeli, bajka o złotym kluczyku
zamiast kluczyków do stacyjki, zapach łąk,
wszędzie zapach łąk i potu, ani jednego domu
z kortem, basenem i klimatyzacją, kamyk
z rzeki jako sejf, gliniany gwizdek ze straganu
z rogalikami z koralików, kupiony jej, gdy śniła
o balu na statku w rejsie po Karaibach, okruszek
chleba przez biedronkę przyniesiony z nieba
niczym platynowa karta kredytowa, słowa,
kilka słów, jej imię, jego imię, czasownik
między nimi, czas między nimi, czas spoza
zegarka, spoza kalendarza, nieustanne teraz,
ustawiczna chwila, aż po moment pęknięcia,
rogalika z koralików, omknięcia się z siebie.
Jej z niego, jego z niej. I ona idzie po tanich
szkiełkach i szkle z lusterka, idzie, do torebki
domknięcia, do jej domknięcia omknięcia się jej.
A on? Gdzież on? On? On tylko to tu pisze."
Komentarze:
Szkoda - wielka szkoda, że ponownie rozpoczął się nowy z...
"Omknięcie" - tytuł cytowanego wiersza z tomiku pt. "Ku"
http://www.topos.iq.pl/ksiazki/ksiazka.php?id=39
Witam! Nie bardzo rozumiem słowo: omknięcie?!
Jakoś to nie po polsku!
Dzięki Aras:) A teraz w dalszą drogę, bo w małej filiżance i dużej kieszeni mocny kolor podrywa i przyśpiesza. Tu i...także...
to w ramach nieco innej formy komentarza... Inna przestrzeń... O tym samym? Czy adekwatnie???
Nie wiem nie rozważam:...
"
List nabity w butelkę (oniRYCZność)
-------------------------------------
pamiętasz zapisaliśmy się na skrawku
strzępku kartki (albo starego biletu do
gdzieśtamu którego nie pamiętam) coś
coś ja coś ty coś my cośmy zrobili z tego
nie pamiętam pewnie skojarzeniowy kolaż
nie pamiętam ale nabiliśmy go w butelkę
poszedł zakęcony lub zakorkowany z prądem
Wisły zmierzając do Gangesu bo taki
chyba nadaliśmy kurs pamięci Naszą pocztę butelkową
wstrzymał As wilczur pies ekolog aportując w zgodzie
z obranym kursem niepisaną umową między psem
i jego panem „Przepraszam Pana ale to miała być taka symboliczna
chwila taka nasza” „Przepraszamy Państwa Ja i As
dbamy o czystość zaśmiecanych rzek ale uczynimy dla was
wyjątek” Tekst
którego nie pamiętam nabity w butelkę zakorkowaną popłynął
swoją popłyną ponownie poszedł na dno nad Ganges
w jakieś Gdzieśtamy czy na tamie pozostał nie wiem
nie pamiętam nie rozważam
poprzednich wcieleń Długo nosiłem amulet z Twoją mantrą
na szyi na pomarańczowej sznurówce nie wiem
co tam było nie pamiętam oddałem go rzece poszedł
na dno nad Ganges w Gdzieśtamy czy na tamie
pozostał nie wiem nie pamiętam nie rozważam
może nabije się w butelkę splątany ze strzępkiem skrawkiem
skojarzeń nie wiem nie rozważam nie pamiętam nasze rzeki
rozpłynęły się w inne ujścia tworząc nowe dorzecza
płyniemy innymi prądami inaczej pojmując Ganges
poza tym zawsze odpalałem papierosa od świeczki
zabijając żeglarzy jeśli rzucę palenie wodę będę nabierał
pełnym haustem i nadal odpalał od świecy będę
pełnię niepamięci aż po zatarcie onirycznych brzegów
rozpływam w inne między-się bliżej mnie
bajki kiedyś się kończą jak ogniki świętego (i śniętego) Elma
może i na świeczce
oni-RYCZ-ność jest zbyt zabajona czym nie wiem nie pamiętam nie
rozważam rozbiłem gwint butelki nie ciągnie mnie
nie pociąga"
-----------------------------
porównaj...
http://www.chmurnoryjny.bloog.pl/id,6007320,title,List-nabity-w-butelke-oniRYCZnosc,index.html