Na horyzoncie wiosna...
Jak dobrze, że się pojawia. Jest w głowie, pomimo orkanowych zapowiedzi. Wyjątkowo dobrze znowu odczuwać jej kolory, lekkość i ten pobudzający zapach nadziei.
Bardzo trudno było przetrwać ciężkawe, lutowe dni. Przesilenie? No cóż, jesteśmy ludźmi z krwi i kości. A na dodatek chyba w każdym z nas siedzi gdzieś sobie ten „mały kurczak”, któremu zdarza się czasem zawołać „niebo się wali, niebo się wali”.
"Jak masz głupio myśleć, lepiej odpocznij" mawiał pułkownik Sanders. Czyli odpoczynek! A jak już potem, jego wzorem, „upiecze się tego kurczaka”, świat znowu wydaje się całkiem sensowny.
Kolejny raz mocno przypominam sobie, że wokół, jak w czarodziejskim zwierciadle odbija się nasze wnętrze. To, co widzimy, jak postrzegamy ludzi, otoczenie, jak odczuwamy ten świat jest odbiciem naszego stanu umysłu, duszy.
Pisałam tu kiedyś przypowieść o psie, który zawędrował do indyjskiej świątyni. Właśnie tak jest! Dlatego znowu codziennie wybieram. Myśleć o swoich słabościach, dolegliwościach czy jak mówi mój ulubiony katecheta „żyć z całych sił i uśmiechać się do ludzi”?
Ostatnie dni wypełniła mi życzliwie polecona lektura Bogaty ojciec, Biedny ojciec Roberta Kiyosaki. I chcę przyznać, że to był strzał w dziesiątkę.
Rzeczywiście otwiera oczy na świat, jakiego nie poznało się w domu, w szkole czy na studiach. I wreszcie jest ten brakujący puzzle w mojej głowie. W tym uświadomieniu sobie niewiedzy, na pocieszenie taka myśl:
o posiadaniu może jedynego, ale za to najcenniejszego aktywa – potęgi własnego umysłu.
Pozdrawiam serdecznie:)
Komentarze:
Brak komentarzy