Po kilkudniowej wyprawie do przeszłości, tradycji. Wróciłam. Znowu jakiś wyścig z czasem. Czekają sprawy, terminy, rozmowy. Szybkie prasowe newsy przy porannej kawie...
Czytam o tym, co nadzwyczajnego zdarzyło się na Woodstock. Po raz 13-ty dla wolontariuszy Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. 100 tys ludzi. Słuchali koncertów, tańczyli, śpiewali, oddali 700 litrów krwi i było ”umrzyj na chwilę”, czyli kładli się na ziemi by pokazać światu ilu Sudańczyków zginęło w Darfurze. Była jeszcze Akademia Sztuk Przepięknych z abp Życińskim, Anną Dymną. I oczywiście Jurek Owsiak. Radość, tolerancja, zero agresji...
I zaduma. Zmarł Kardynał Jean-Marie Lustiger. Urodzony w rodzinie polskich Żydów w Będzinie, jedna z najpiękniejszych postaci Kościoła we Francji, honorowy obywatel naszego miasta...
A w polityce? Puste słowa, groźby, ale na szczęście nikt nie strzela:)
Wracam jeszcze myślami, przetwarzam tę rodzinną wędrówkę po Ziemi Przemyskiej i Pogórzu Dynowskim. Aktualizuję galerię. Coraz bardziej wyjątkowe są dla mnie spotkania z rodziną. Te swoiste zjazdy. I już nie tylko z całej Polski. Teraz z Europy. Ze świata.
Dojrzewają uczucia, rozświetlają się z upływającym czasem. Rozkwita magia dotykanych miejsc, spotkań, więzi. Kocham takie chwile. Składam do serca, gromadzę całe pozytywne pokłady. Witam. Smakuję tradycję. Dotykam. Wspominam. Obserwuję.
Z miłością, ze wzruszeniem myślę o bliskich. Jesteśmy razem. I każdy z osobna. W każdej głowie inny świat. Nierozerwalna nitka zawiązała nasze życie. Na dobre i na złe. Daleko i blisko. W trudach i odświętnie. Z dobrą pamięcią o tych, których już tu nie ma...
Rodzina to fundament. Jak dobrze, że tym razem znowu na pięknym weselu. A za rok w Będzinie! Cieszę się i z drżeniem serca „się śpieszę”..., bo przecież "Ludzie – ja kocham Was!"
Komentarze:
Brak komentarzy