Jeszcze na dworze niska temperatura. Jeszcze dzień krótki i późno świta.
I jeszcze zdążyło dopaść mnie jakieś paskudne grypsko:( Ale nie ulega wątpliwości, że to już astronomiczna wiosna. Znowu przyszła. I zaskoczyła. Świergotem o poranku i srebrem sypiącego śnieżku.
„Być radosnym, dobrze czynić i wróblom pozwolić ćwierkać - to najlepsza filozofia.”?
Leżę tak sobie cała obolała. Nadrabiam zaległości w oglądaniu TV. Sobie myślę. Trochę czytam. Od czasu do czasu jakiś sympatyczny SMS, jakiś telefon. Najbardziej poderwał mnie ten od Piotrka z mojej klasy. Jeeeee. Został laureatem wojewódzkiego konkursu interdyscyplinarnego. Ogromna radość! Tak jak sobie wymarzył. Ma przepustkę do renomowanej szkoły.
Hmm. Ja też mam w tym temacie trochę do myślenia. Za jakiś czas przyjdzie mi o tym opowiedzieć...
No to świeży, wiosenny nastrój? Gdzieś echem odbija się stary tekst, znowu pulsuje pytanie...
...Moja miłość w deszczu skąpana, przemoknięta, wtulona w wiatr. Czy nadzieją zieleni blady świt opromieni i choć drżąca a dotrwa dnia?...
Pozdrawiam i zdrówka życzę:)
Komentarze:
Brak komentarzy