Opowieści, przypowieści. Są poniekąd obrazem tego, co się w życiu zdarza. Co nierzadko doskwiera, ale o czym nie chce się mówić wprost. Opowiastki pozwalają przedstawić istotę sprawy bez uruchamiania emocji.
Co się dzieje? Mamy początek marca. Temperatura rośnie. W południe zbliża się nawet do 20 stopni. Huśtawka ciśnienia. W nocnych snach pojawia się jakaś bardzo wyboista, zdecydowanie trudna droga. Co to?:)
Chodzimy sobie od trzech dni z klasami do kościoła. Na rekolekcje. Jest czas na rozmowy, smucie planów, opowieści. Tak też wycieczka do Warszawy już zaplanowana. Będzie Teatr Roma z Akademią Pana Kleksa. Będzie wizyta w TVN. Tylko kilka dni wcześniej dzieciaki muszą napisać swój sprawdzian szóstoklasisty:)
Po drodze, w samo południe, dzieje się trochę dziwnych rzeczy. Jakiś mocno zanietrzeźwiony „dorosły” przewraca się prawie pod nogi przechodniów. Aż dudni na chodniku. Ale „dźwiga się”. Powoli. Podnosi głowę. Wystraszone w pierwszej chwili dzieciaki, śmieją się już potem.
Z długiego i zielonego, zwisającego na tle smętnej twarzy, pod czerwonawym nosem -„gluta”! Fe...
W kościele zimno. Tętni od głośnych śpiewów, ruchów rąk, kręcenia kółek nad małymi główkami. Dobrze jest czuć się „świętym”. Rozpromienione twarze.
Ksiądz rekolekcjonista opowiada przypowieści. Także o małej dziewczynce, która marzyła o tym, aby być zawsze szczęśliwą. Pewnego razu bawiąc się na łące znalazła motyla. Był słaby, wątły i mało kolorowy. Dziewczynka o dobrym serduszku zaopiekowała się nim. I wtedy…Motyl zamienił się w dobrą wróżkę. „Powiedz, jakie jest twoje marzenie dobra dziewczynko? – rzekła wróżka”. „Chcę być zawsze szczęśliwa – szybko odpowiedziało dziecko”. Wtedy wróżka szepnęła jej coś do uszka i zniknęła.
Mijały lata a nasza dziewczynka stawała się piękną panną, kobietą i w końcu staruszką. Wszyscy wokół widzieli ją zawsze radosną i uśmiechniętą. Pogodne oblicze promieniało. W różnych, przeróżnych momentach życia bohaterka tej opowieści istotnie sprawiała wrażenie spełnionej i szczęśliwej. Kiedyś ktoś zapytał leciwą już, osobę o owe tajemnicze zaklęcie wróżki przemienionej z motyla. „To było tylko jedno zdanie – powiedziała staruszka. A brzmiało ono: Kochaj drugiego człowieka!”
Wracamy. Jakaś zaduma. I jest. Ten piesek, o którym było tyle szkolnych opowieści. „Niezły cwaniak”. Biegnie beztrosko przed siebie. Ale niechby zobaczył u kogoś jakieś jedzenie. Od razu „zagięta” nóżka. I kuśtyk, kuśtyk. Smętne, bezradne oczęta wpatrują się w upatrzony kąsek. Kuśtyk, kuśtyk. Trzy nogi! Prosi. Niewiarygodne. Dosyć...
Niedowierzanie. Składanka wrażeń. Dobrze, że na kolejnej godzinie do dyspozycji wychowawcy dalszy ciąg ABC Emocji. Porozmawiamy. Asertywność to szanowanie terytorium psychologicznego drugiego człowieka. Także obrona własnego terytorium...
Komentarze:
Halinako, aserywność, obrona własnego terytorium...
to......trochę pieknięjszy chiński mur...